<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
 		<rss version="2.0"><channel>
 		<title><![CDATA[Energy Security]]></title>
 		<description><![CDATA[Artykuły]]></description>
 		<link>http://www.energysecurity.eu/</link>
 		<copyright><![CDATA[Copyright Energy Security]]></copyright>
 		<generator>ENERGYSECURITY</generator><item>
			<title><![CDATA[Rosjanie w MOL - alarm dla regionu]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				<em>Antoni Rybczyński</em><p></p>
30 marca rosyjski prywatny koncern energetyczny Surgutnieftiegaz (dalej Surgut) zakupił na budapeszteńskiej giełdzie 21,2% akcji węgierskiej spółki MOL - pakiet, którego właścicielem był austriacki ÖMV - za 1,4 mld euro. Średnia cena za akcję wyniosła 19 200 forintów - niemal dwukrotnie przebijając cenę z zamknięcia notowań 27 marca (9 940 forintów). Żadna normalna spółka działająca w interesie swoich akcjonariuszy nie przepłaca rynkowej ceny aż o 100%! Wskutek tej dziwnej transakcji związany z rosyjskim rządem Surgut stał się w kilka godzin największym indywidualnym akcjonariuszem MOL, węgierskiego koncernu naftowo-gazowego, jednego z największych (obok ÖMV i Orlenu) graczy energetycznych w Europie Środkowej. Zaskoczeni byli zarówno MOL, rząd Węgier, jak i Komisja Europejska.
<br /><br />
Rola ÖMV
<br /><br />
Austriacki koncern ÖMV (znaczące udziały państwa) rozszerzał swój pakiet udziałów w MOL w latach 2007-2008, co można było interpretować jako przygotowania do podjęcia próby wrogiego przejęcia węgierskiej spółki. Austriacki plan spalił jednak na panewce - stanowczej obrony swojego koncernu podjęły się węgierskie władze i sam MOL. Jednak ÖMV musiał porzucić ostatecznie plan w sierpniu 2008, po tym, jak Komisja Europejska uznała, że przejęcie MOL przez Austriaków będzie sprzeczne z unijnym ustawodawstwem antymonopolowym.
<br /><br />
Porażka ÖMV podsyciła pogłoski (pojawiające się już wraz z pojawieniem się Austriaków w MOL w 2007), że koncern w tej sytuacji sprzeda udziały jakiemuś rosyjskiemu inwestorowi. ÖMV zaprzeczał temu niemal do ostatniej chwili, twierdząc nawet, że przejęcie przez niego MOL zapobiegłoby wejściu do koncernu Rosjan. Jeszcze tydzień przed transakcją z Surgutem prezes ÖMV Wolfgang Ruttenstorfer mówił w prasowym wywiadzie, że nie planuje sprzedawać akcji MOL w tym roku. Co oznacza, że w ciągu następnych kilku dni zaszło coś, co doprowadziło Austriaków do zmiany planów, lub, że Ruttenstorfer przez cały ten czas kłamał. Podczas przesłuchań parlamentarnych, prezes MOL Zsolt Hernadi stwierdził, że 1,4 mld euro, jakie Rosjanie zapłacili Austriakom niemal dokładnie pokrywa koszty zakupu pakietu przez ÖMV i operowania nimi przez ostatnie dwa lata. Taka sugestia może potwierdzać podejrzenie, że ÖMV od początku działał w MOL w interesie Rosjan.
<br /><br />
Firma Putina
<br /><br />
Wejście do MOL to pierwsza tego typu duża inwestycja Surgutu za granicą. Większość wydobycia spółki skupia się w rejonie Syberii Zachodniej, a roczna produkcja ogólnie wynosi łącznie ponad 60 mln ton. Surgut kontroluje największą rosyjską rafinerię w Kirysz w obwodzie leningradzkim. Ale jest w stanie własnymi siłami przerobić tylko 1/3 wydobywanej ropy (niewielkie ilości przerabia też w rafineriach białoruskich). Dzięki prowadzonej w ostatnich latach polityce (zamrożenie inwestycji w wydobycie i przeróbkę ropy, śladowe zaciąganie pożyczek), Surgut zgromadził rezerwy finansowe w wysokości 20 mld USD, większe, niż jakakolwiek inna rosyjska spółka naftowa. Teraz można je wykorzystać dla wsparcia kremlowskiej strategii ekspansji w UE - czego przykładem może być wejście w MOL.
<br /><br />
Wicepremier Igor Sieczin (nadzorujący w rządzie sektor energetyczny, a przy tym szef rady nadzorczej największego rosyjskiego koncernu naftowego Rosnieft - charakteryzuje Surgut jako "najlepszą prywatną spółkę Rosji". Tymczasem jest to jeden z najbardziej tajemniczych koncernów w Rosji, słynącym z braku transparentności. Brak jawności w funkcjonowaniu firmy i jej struktury właścicielskiej w przypadku Surgutu jest bardzo duży nawet jak na standardy rosyjskie. 42% udziałów Surgutu należy do nieujawnionych podmiotów lub osób. Reszta jest kontrolowana poprzez zagmatwany system wzajemnych zależności własnościowych różnych spółek offshore. 
<br /><br />
Pojawiające się od lat niepotwierdzone oficjalnie informacje mówią, że jednym z największych akcjonariuszy w Surgucie jest sam Władimir Putin. Ukryciu tego faktu służy nietransparentna struktura spółki. Premier Rosji ma posiadać nawet 37% akcji koncernu - bezpośrednio lub poprzez spółkę Gunvor (czołowy trader rosyjskiej ropy należący formalnie do Giennadija Timczenki, określanego jako "skarbnik Putina"). Surgut znajduje się niewątpliwie w sferze wpływów wicepremiera Igora Sieczina, jednego z najbardziej zaufanych współpracowników Putina. Szefem spółki jest zaufany człowiek grupy Putina, Władimir Bogdanow. Z nieoficjalnych informacji wynika, że w otoczeniu premiera rozważany jest projekt jakiejś formy powiązania oficjalnie prywatnego Surgutu z oficjalnie państwową Rosnieftią. Za pierwszy krok w tym kolejnym etapie konsolidacji sektora naftowego (pod kontrolą Putina i "naftowych siłowików") można uznać rządową nominację szefa Surgutu Bogdanowa do władz Rosniefti.
<br /><br />
Cele Rosji
<br /><br />
Surgut nie ukrywa zamiaru podjęcia próby przejęcia pełnej kontroli nad MOL. Taką strategię mają wszystkie rosyjskie firmy dążące do przejęcia rafinerii w regionie - albo pełna własność, albo bezwzględna większość w udziałach. Będąc już wewnątrz MOL, Surgutowi będzie łatwiej przygotować i przeprowadzić przejęcie. Transakcja z OMV pokazuje, że Surgut nie zawaha się w razie potrzeby słonego przepłacenia za kolejne akcje MOL - aż do osiągnięcia celu. Firma może też "zmiękczać" Węgrów ofertą dużego zastrzyku gotówki w sektor energetyczny pogrążonej w kryzysie gospodarki węgierskiej. Jedyną niewiadomą jest, czy Surgut zamierza do końca grać na własny rachunek, czy też może jest tylko pośrednikiem i węgierskie aktywa sprzeda potem, po o wiele niższej cenie (notując straty), innemu rosyjskiemu gigantowi, np. Rosniefti.
<br /><br />
To, co Surgut i MSZ Rosji (oficjalnie zabrał w tej sprawie głos) przedstawiają jako zwykłą "transakcję rynkową" jest de facto strategicznym wtargnięciem w głąb UE z daleko idącymi konsekwencjami dla Węgier, Europy Środkowej i Bałkanów, a także całej Unii. Zyskując duży udział w MOL (z opcją dalszego powiększania) Kreml zyskuje dostęp do informacji i procesów decyzyjnych o wielkim znaczeniu dla bezpieczeństwa energetycznego europejskiego. To krok w kierunku realizacji celu Rosji - przejęcia i rozszerzenia kontroli nad rurociągami, rafineriami i przemysłem chemicznym w UE przez podporządkowane państwu firmy rosyjskie. W przypadku MOL stawka jest jednak nawet dużo wyższa z powodu ogromnie ważnej pozycji strategicznej Węgier i koncernu w całym regionie. Sfera działalności MOL powoduje, że konsekwencje mogą być daleko idące nie tylko dla sektora naftowego ale też gazowego (zwłaszcza jeśli chodzi o dywersyfikację dostaw "błękitnego paliwa" do UE).
<br /><br />
Ropa naftowa
<br /><br />
- MOL posiada najbardziej efektywne rafinerie w Europie Środkowej o łącznej mocy przerobowej ponad 15 mln ton rocznie, w tym jedną na Słowacji odgrywającą wielką rolę dla gospodarki tego kraju. I o ile sam Surgut nigdy nie wykazywał zainteresowania unijnymi rafineriami, inni giganci naftowi z Rosji mają takie ambicje. Być może to ktoś z trójki Łukoil, Rosnieft, Gazpromnieft stoi za transakcją Surgutu.

- Przez Węgry biegnie ropociąg Adria-Drużba (łączący Chorwację ze Słowacją), mogący być alternatywą dla ropy dostarczanej przez Rosjan do Europy Środkowej. Dlatego Moskwa może chcieć doprowadzić do rewersu tego ropociągu, użycia go w przeciwnym kierunku, wykorzystania dla transportu ropy rosyjskiej na Zachód (Drużba-Adria zamiast Adria-Drużba). Podobny manewr kilka lat temu wykonano wobec Odessa-Brody.
<br /><br />
Gaz ziemny
<br /><br />
- Węgierski system transportu gazu, którego właścicielem i operatorem jest spółka zależna MOL, jest bardzo atrakcyjnym celem dla Rosji z powodu centralnego położenia Węgier w regionie. Węgierskie infrastruktura jest niezbędna dla ewentualnego połączenia (interkonektorami) systemów gazowych krajów Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej. Taki cel przyświeca inicjatywie MOL pod nazwą New Europe Transmission Systems (NETS). Jego realizacja zwiększyłaby bezpieczeństwo energetyczne państw regionu, umożliwiając poszczególnym krajom dostarczanie sobie nawzajem gazu w sytuacjach kryzysowych, np. przy odcinaniu dostaw z Rosji. Tak duży regionalny rynek odgrywałby zdecydowanie większą rolę w energetyce UE, zwiększając też szanse powodzenia projektów importu gazu kaspijskiego i bliskowschodniego bez udziału Rosji (np. Nabucco).

- Prywatny MOL jest udziałowcem projektu Nabucco, wspieranego przez UE i USA. Poprzez węgierski koncern Moskwa zyskałaby bezpośredni wpływ na losy Nabucco.

- MOL jest głównym udziałowcem w chorwackim koncernie naftogazowym INA. Poprzez INA, jak i bezpośrednio, MOL jest udziałowcem w projekcie budowy terminalu LNG na chorwackiej wyspie Krk. Budowa ma ruszyć w 2010 roku, terminal ma odegrać znaczącą rolę w dywersyfikacji dostaw gazu do Europy Centralnej i zmniejszeniu zależności od Rosji. Wejście Rosjan do MOL niesie ze sobą potencjalne zagrożenie dla tego projektu.

- Wraz z przejęciem węgierskich gazociągów Moskwa okrążyłaby Ukrainę i wzmocniła swoją pozycję w razie kolejnych zatargów o tranzyt surowca.
<br /><br />
Węgrzy bezradni?
<br /><br />
Transakcja ÖMV z Rosjanami została przeprowadzona za plecami krajów członkowskich UE i organów Unii, przy zupełnym zlekceważeniu skutków, jakie taki krok niesie dla bezpieczeństwa energetycznego UE. Moskwa nie uprzedziła Węgrów. Jeszcze 10 marca do Rosji poleciał premier Ferenc Gyurcsany podpisać dwustronną umowę ws. South Stream. MOL podpisał też wtedy umowę z Gazpromem o budowie magazynów gazu na Węgrzech (w przeciwieństwie do socjalistycznego rządu, MOL pozostaje w pełni lojalny ws. Nabucco). Gyurcsany zrezygnował ze stanowiska premiera 21 marca. Dziewięć dni później ogłoszono transakcję Austriaków i Surgutu. MOL dowiedział się o niej z prasowych doniesień. Zaprzeczając tym samym komunikatowi Surgutu, że prowadzone są już rozmowy o partnerstwie strategicznym. "Nie było i nie ma jakichkolwiek strategicznych czy operacyjnych relacji między Surgutnieftiegaz i MOL"- głosi oświadczenie MOL. Węgierscy politycy solidarnie wyrażają oburzenie akcją Rosjan i deklarują zamiar walki o utrzymanie niezależności koncernu od Moskwy. Pytanie, czy rzeczywiście rządzący socjaliści grali (grają) w tej sprawie w jednej drużynie z opozycją i samym MOL. Nowy premier Gordon Bajnai poinformował, że rząd był bezsilny i nie mógł zapobiec transakcji w MOL, przyznał, że niewiadomo jakie są rzeczywiste intencje Surgutu. Z drugiej strony jednak należy pamiętać o dotychczasowej niezwykle ścisłej współpracy energetycznej socjalistów z Rosjanami. Poprzedni premier Gyurcsany zawsze "grał" na Gazprom. Biorąc pod uwagę rywalizację tego koncernu z Rosnieftią, w dużym stopniu zbieżną z rywalizacją polityczną Miedwiediew i jego zaplecze vs. "naftowi siłowicy" i Putin, można przyjąć, że węgierski premier faktycznie mógł nic nie wiedzieć o szykowanej transakcji. Istnieje jednak też druga możliwość - mógł posiadać wiedzę o zamiarach rosyjskich, ale nie przeciwstawił im się, mając już w planie rychłe odejście ze stanowiska szefa rządu.

				]]>
			</description>
			<pubDate>Tue, 09 Jun 2009 07:17:00 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/ropa/rosjanie-w-mol-alarm-dla-regionu/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/ropa/rosjanie-w-mol-alarm-dla-regionu/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[Gazprom wchodzi na Węgry]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				<em>Antoni Rybczyński</em><p></p>
Rosjanie nie dość, że uzależnili Węgry od dostaw gazu, to teraz sięgają także po kontrolę nad jego dystrybucją na rynku krajowym. Ofiarą działań Gazpromu padł Dmytro Firtasz, jeszcze kilka miesięcy temu kluczowy pośrednik w eksporcie gazu otrzymywanego od Rosjan na Ukrainę i Węgry. Po wyeliminowaniu RosUkrEnergo z handlu na Ukrainie, związane z Gazpromem struktury biznesowe podjęły próbę przejęcia - jak się w tej chwili wydaje skuteczną - spółki Emfesz, obsługującej 1/4 gazowego rynku Węgier. Wydarzenia z tym związane doskonale ilustrują metody działania Gazpromu w sektorze gazowym Europy.
<br /><br />
Itera-ETG-Emfesz-RUE
<br /><br />
Węgry pozostają kluczowym celem ekspansji Gazpromu od momentu upadku komunizmu. Z racji położenia na styku największych systemów transportowych gazu kraj ten jest postrzegany jako potencjalny wielki europejski gazowy hub (węzeł handlu gazem). W 2002 roku w Budapeszcie została zarejestrowana tajemnicza spółka handlu gazem EuralTransGas (ETG). Jeszcze w tym samym roku ETG przejęła kontrakt z Gazpromem od rosyjskiej Itery, działając jako pośrednik w dostawach gazu z Turkmenistanu na Ukrainę. Dopiero po pewnym czasie udało się ustalić, że ETG to własność Firtasza i Iwana Fursina, bankiera z Odessy (z dobrymi ponoć kontaktami w administracji ówczesnego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy). W zamian za usługi pośrednictwa w imporcie gazu, Ukraina płaciła ETG "w naturze" miliardami metrów sześciennych surowca, które ETG sprzedawała potem w Europie z dużym zyskiem. Szybko pojawiły się podejrzenia o związki ETG z rosyjską mafią. Choć właściciele firmy odpowiadali na wszelkie tego typu sugestie pozwami sądowymi, atmosfera wokół spółki zgęstniała na tyle, że Kreml postanowił zamknąć rozdział pt. ETG w lipcu 2004, otwierając nowy, z nowym pośrednikiem RUE w roli głównej. Powstanie RosUkrEnergo uzgodnili ponoć w 2004 roku w Jałcie Putin i Kuczma. 50% udziałów w RUE mieli właściciele ETG, Firtasz i Fursin, 50% - Gazprombank, wówczas (w 2004) w 100% własność Gazpromu.
<br /><br />
W 2003 roku, rok przed zamknięciem ETG, Firtasz stworzył nową węgierską spółkę: Emfesz KFT. Z pewnością za wiedzą Gazpromu i rosyjskimi gwarancjami dostaw gazu dla Emfeszu. W ten sposób powstał schemat dostaw gazu na Węgry: Gazprom - RUE (w 45% Firtasza) - Emfesz (w 100% Firtasza). Kiedy relacje Firtasza z Gazpromem zaczęły się w 2008 roku psuć (niewykluczone, że w związku ze słabnącą pozycją kojarzonego z Firtaszem prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki i utratą przez niego szans na reelekcję), Rosjanie wysunęli kilkakrotnie ofertę zakupu znaczących udziałów w Emfeszu. Firtasz odmawiał, a Moskwa zwiększała presję. Wg informatorów rosyjskiego dziennika ekonomicznego "Wiedomosti" elementem walki Gazpromu z Firtaszem było także aresztowanie bossa rosyjskiej mafii Siemiona Mogilewicza (styczeń 2008). Tuż przed tym "ojciec chrzestny" Sołncewa, jednej z najpotężniejszych grup przestępczych w Rosji, miał ujawnić, że Gazprom przygotowuje plan przejęcie Emfeszu, a Mogilewicz miałby odegrać w tym pewną rolę (wg doniesień prasowych, Mogilewicza i Firtasza od lat łączą kwestie biznesowe, m.in. poprzez zarejestrowana na Cyprze Highrock Holdings Ltd.). W październiku 2008 stało się jasne, że Putin zgadza się z postulatem Julii Tymoszenko, by usunąć RosUkrEnergo z handlu gazem Rosja-Ukraina. Stało się to w styczniu 2009, w wyniku porozumienia kończącego konflikt gazowy Moskwy z Kijowem. W kwietniu 2009 rosyjska Izba Obrachunkowa ogłosiła, że Firtasz jest winny Gazpromowi 514 mln USD. 
<br /><br />
Emfesz bez gazu
<br /><br />
Emfesz sprzedaje ok. 3 mld m3 gazu rocznie. To drugi pod względem wielkości sprzedawca na Węgrzech (25% rynku). Dotychczas dostarczał surowiec, kupując go od innej spółki związanej z Firtaszem, RosUkrEnergo (50% własności Gazpromu). W ostatnich latach RUE stało się głównym pośrednikiem w sprzedaży rosyjskiego i turkmeńskiego gazu na Ukrainę, sprzedając też ok. 8 mld m rocznie na Węgry, do Polski, Rumunii i Niemiec. W sumie zarabiać na tym miało nawet 800 mln USD rocznie. Firtasz utracił tę uprzywilejowaną pozycję w styczniu, w rezultacie porozumienia kończącego rosyjsko-ukraiński konflikt gazowy. Uderzyło to również w interesy Firtasza na Węgrzech. Od stycznia, pozbawiony dostaw od RUE (zgromadzone przez spółkę w ukraińskich magazynach 11 mld m przejął Naftohaz Ukrainy) Emfesz przez blisko cztery miesiące pobierał gaz z tranzytowej rury. Gazprom zaskarżył za to tradera do Węgierskiej Agencji Energetycznej. Choć Emfesz mógłby też zaskarżyć współnależącą do Rosjan RUE za zerwanie kontraktu (podpisany był do 2015 r.) i zażądać kary finansowej w europejskich sądach. Nie zrobił tego (wszak RUE to też współwłasność Firtasza, właściciela Emfeszu - pozywałby więc sam siebie), za to podjął rozmowy o zawarciu bezpośredniego kontraktu Emfeszu z Gazpromem. Bez rezultatu (warto tutaj zwrócić uwagę na podobny problem PGNiG i podobną taktykę w rozmowach strony rosyjskiej). Emfesz ze swą siecią dystrybucji gazu na Węgrzech jest bardzo atrakcyjnym aktywem i Rosjanie postanowili go po prostu przejąć. Czyli znaleźć bardziej lojalnego właściciela Emfeszu, a następnie poprzez tę spółkę wejść na rynek węgierski bezpośrednio. 
28 kwietnia Firtasz dowiedział się nagle, że stracił kontrolę nad Emfeszem. Spółka ogłosiła, że nie będzie już kupowała gazu do RUE, ale od RosGas AG, nieznanej wcześniej spółki zarejestrowanej w Szwajcarii - pozostającej w sferze Gazpromu -(komunikat prasowy Emfesz). Przedstawiciele Emfesz odmówili jednak podania szczegółów o roli Gazpromu, jaką miałby odgrywać w Emfeszu. Sam Gazprom natychmiast zaprzeczył, jakoby był związany z RosGas. Jak się okazało kilka dni później, rola RosGas w Emfeszu nie ogranicza się jedynie do dostaw surowca. 7 maja rosyjskie media poinformowały, że jeszcze w kwietniu Emfesz został w ogóle sprzedany RosGasowi. "Wiedomosti" ze szczegółami opisały sytuację, kiedy Firtasz dowiedział się, że nie jest już właścicielem Emfeszu. 5 maja do budapeszteńskiego biura firmy weszli przedstawiciele ukraińskiego biznesmena. Przedstawili pracownikom decyzję cypryjskiej firmy Mabofi Holding (100-proc. właściciel Emfeszu, wchodzi w skład należącej do Firtasza Group DF) o dymisji dyrektora Emfeszu Istvana, który podjął działania niezgodne z wolą właściciela (porozumienie z RosGas). W odpowiedzi zobaczyli dokumenty, z których wynika, iż Emfesz nie jest już własnością Mabofi Holding, ale w 100% przeszedł w ręce RosGas AG. Nic nie wskórawszy, ludzie Firtasza się wycofali.
<br /><br />
7 maja Mabofi Holding wydała w imieniu dyrektora firmy Davida Browna oświadczenie, w którym twierdzi, że akcje Emfesz KFT zostały skrycie przetransferowane do RosGas AG, spółki zarejestrowanej w Zug, w Szwajcarii. Istvan Góczi wykorzystał pełnomocnictwa nadane mu jeszcze w 2004 i przy wydatnej pomocy innego pracownika Emfeszu, prawnika Tamása Gazdy, sprzedał akcje Emfeszu spółce RosGas (Góczi zasiadał również w radzie dyrektorów Group DF, ale już podjęto kroki, aby go stamtąd usunąć). Mabofi Holding utrzymuje, że transakcja była bezprawna i zapowiada dochodzić swych praw do Emfeszu droga sądową. Robert Shetler Jones, kluczowa postać w Group DF, holdingu skupiającym biznesowe aktywa Firtasza (nazwisko Brytyjczyka od lat pojawia się w różnych spółkach zaangażowanych w pośrednictwo w handlu gazem z Gazpromem) mówi: "Najważniejsza jest tutaj sprawa oszukańczego transferu udziałów w dużym niezależnym węgierskim sprzedawcy energii i jednym z największych biznesów na Węgrzech. Drugie pytanie brzmi: kto stoi za RosGas i kto teraz kontroluje ten strategicznie ważny biznes na Węgrzech". 
<br /><br />
RosGas &#8211; Overgas &#8211; Gazprom
<br /><br />
Analitycy Jamestown Foundation ustalili, że nowy właściciel Emfeszu został zarejestrowany po raz pierwszy w Zurychu 10 grudnia 2008 pod nazwą IKRON AG. Osiem dni później zmienił nazwę na RosGas AG i przeniósł siedzibę do Zug (ma tam swoją siedzibę także RosUkrEnergo). Było to tuż przed rozpoczęciem rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej. Niewykluczone, że firma jest związana z austriacką grupą Centrex, która uczestniczy w charakterze pośrednika w niektórych gazowych sprawach i jest uznawana za bliską kierownictwu Gazprombanku i Gazprom Exportu. W dokumentach założycielskich RosGas AG pojawiają się tylko nazwiska dwóch dyrektorów spółki. To obywatele Węgier Andras Laki i Tamás Gázda. Pierwszy to jednocześnie dyrektor ds. przejęć i fuzji Emfeszu, nazwisko drugiego pojawia się na liście członków zarządu polskiej filii Emfeszu.
<br /><br />
Gazprom zaprzeczył, że ma jakiekolwiek interesy w RosGas, choć komunikat prasowy Emfeszu sugerował co innego. Wydaje się, że wejście szwajcarskiej spółki to jedynie maskowanie faktycznego działania Gazpromu, którego celem jest odebranie Emfeszu Firtaszowi. Naprędce założono spółkę-widmo, potem odcięto Emfesz od dostaw gazu (eliminacja RUE), a następnym krokiem może być transakcja między RosGas a spółką już bezpośrednio związaną z Gazpromem. Pytanie bowiem, skąd RosGas miałby wziąć 3 mld m gazu, które ma dostarczać Emfeszowi, skoro rzekomo nie ma nic wspólnego z Rosjanami? Na razie, wobec fiaska rozmów o bezpośrednich dostawach z Gazpromem, Emfesz znalazł innego sprzedawcę, węgierską filię niemieckiego koncernu E.ON &#8211; E.ON Foldgaz Trade ("Wiedomosti", 14 maja 2009). Cena jest nieco wyższa, od tej płaconej dotychczas RUE, ale wygląda to tylko na tymczasowe rozwiązanie.
<br /><br />
Zdaniem Iriny Reznik, jednego z najlepiej poinformowanych  w sprawach energetycznych dziennikarzy rosyjskich, faktycznym właścicielem Emfeszu i 1/4 rynku węgierskiego sprzedaży gazu będzie Overgas. W tym scenariuszu RosGas AG miałby odegrać taką rolę w przejęciu przez Rosjan węgierskiego rynku sprzedaży gazu, jak wcześniej austriacki ÖMV odegrał w wejściu Rosjan na rynek naftowy (zakup przez Surgutnieftiegaz 21,2% akcji koncernu MOL). Overgas jest w 50% własnością Gazprom Exportu (gazpromowska spółka zajmująca się sprzedażą zagraniczną surowca), a w 50% - bułgarskiego biznesmena Saszo Donczewa. Donczew to jeden z niewielu gazowych traderów, współpracujących z Gazpromem tak za czasów Rema Wiachirewa (Bułgar studiował kiedyś wraz z młodym Wiachirewem, synem byłego prezesa Gazpromu, w Instytucie Ropy i Gazu im. Gubkina), jak i Aleksieja Millera. Overgas pośredniczy w sprzedaży rosyjskiego gazu do Bułgarii i jest podejrzewany o powiązania z rosyjskim wywiadem. W 2008 roku Gazprom Export sprzedał tej spółce (której jest współwłaścicielem) połowę dostarczanego do Bułgarii gazu z Rosji. Pewne fakty wskazują, że Rosjanie od miesięcy zamierzali użyć Overgasu do wejścia na rynek węgierski. Kiedy rząd Bułgarii próbował wykluczyć pośrednika ze schematu dostaw gazu z Rosji do Bułgarii w lutym br. (po tym, jak Sofia mocno ucierpiała w wyniku rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej) i cały rosyjski gaz kupować bezpośrednio od Gazprom Exportu, Rosjanie się nie zgodzili. Gdyby Overgas został wówczas wyeliminowany, Gazprom nie mógłby go użyć jako swego przedstawiciela w Emfeszu. Wg rosyjskich mediów, Overgas już otrzymał formalną ofertę kupna RosGas AG. Ewentualna transakcja będzie miała poważne konsekwencje dla UE. Węgry i Bułgaria stają się w ten sposób szybko najsłabszymi ogniwami w dywersyfikacyjnej strategii UE.
<br /><br />
Sprawa Emfeszu jest też interesująca dla Polski, nie tylko ze względu na możliwość poznania metod działania Gazpromu w jego ekspansji w regionie. Wiadomo bowiem, że dwie kluczowe osoby w procesie odebrania Emfeszu Firtaszowi i przekazania go Rosjanom zasiadły we władzach Emfesz NG Polska Sp. z o.o., filii węgierskiej spółki w Polsce. Istvan Góczi jako prezes zarządu, Tamás Gazda jako członek zarządu. Z doniesień polskiej prasy wynika, że jeszcze pod koniec kwietnia Emfesz proponował PGNiG sprzedaż 2,5 mld m gazu (tyle, ile brakuje w związku z przerwaniem dostaw przez RUE), jednak strona polska miała odrzucić ofertę.

				]]>
			</description>
			<pubDate>Mon, 25 May 2009 09:55:00 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/gazprom-wchodzi-na-wegry/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/gazprom-wchodzi-na-wegry/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[Ciemna strona zmiany systemu]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				W ciągu ostatnich tygodni ukazało się kilka artykułów prasowych i wypowiedzi przedstawicieli rządu oraz branży paliwowej na temat zmiany systemu tworzenia zapasów obowiązkowych. W głosach pobrzmiewał optymizm  a w oczach przedstawicieli branży widniały znaki dolara ($$). Sprawa rozbija się oczywiście o środki pieniężne jakie mogły by uzyskać podmioty działające na polskim rynku paliwowym, szczególnie zależy na takiej zmianie zadłużonym obecnie w niemałym stopniu Grupie Lotos i PKN Orlen. Jednakże oprócz tej jakże miłej strony ewentualnej zmiany systemu jest pewien mniej miły i w oficjalnych wypowiedziach (oraz artykułach) zupełnie niezauważalny. Miej miłą rzeczą dla rodzimych spółek będzie wzrost konkurencji na rynku paliwowym. Obecnie aby rozpocząć działalność polegającą na imporcie paliw należy znaleźć magazyniera, z którym podpisze się umowę o magazynowanie a następnie tworzyć zapasy w pełnej ich wysokości czyli 76 dni (plus 10% rezerwy na zapasy niedostępne). Jest to pewna bariera dla rozwoju konkurencji, przede wszystkim bariera kosztowa ale nie tylko. Każdy podmiot posiadający dostęp do tańszego paliwa będzie mógł dokonać importu lub przywozu wewnątrz wspólnotowego opłacić taką samą składkę jaką płaci PKN i sprzedawać paliwo tym, którzy będą chcieli je kupić. Jeżeli składki będą pobierane razem z akcyzą (co jest całkiem sensownym rozwiązaniem od strony efektywności i przejrzystości ściągania składek) takiemu handlowcowi odejdą kolejne koszty związane obecnie z obsługą rezerw. W przypadku takich rafinerii jak Schwedt, aż będzie się prosiło o nasilenie konkurencji. Zwiększy się też elastyczność importu względem ceny krajowej, gdyż ze spółki dokonującej przywozu zdjęty będzie bagaż starań o pojemności i negocjacji ich kosztów, mówiąc inaczej w razie posiadania dostępu do tańszego paliwa (nawet okresowego) można będzie szybko dokonać importu, zapłacić akcyzę z wliczoną w nią składką na zapasy i niczym więcej się nie martwić. Wystarczy porównać dane mówiące o tym ilu było importerów paliw wtedy kiedy zapasy obowiązkowe nie musiały być tworzone lub wtedy kiedy musiały być tworzone w ograniczonym zakresie 7 dni a ilu kiedy przepisy o zapasach zostały wprowadzone oraz uszczelnione. Wzrost konkurencji jest właściwie nieunikniony a wygrywać ją będą te podmioty, które posiadały będą dostęp do terminali przeładunkowych oraz dostęp do tańszego paliwa. Dostęp do tańszego paliwa w sposób stały, w długim okresie czasu będą posiadały podmioty działające na wschód od Polski. Reasumując, kwota 5 mld zł jaką mógłby uzyskać PKN za swoje zapasy jest kwotą dużą, ale w dłuższym okresie czasu może już taką nie być, pytanie podstawowe brzmi, jak te pieniądze zostaną wykorzystane? 


				]]>
			</description>
			<pubDate>Fri, 15 May 2009 19:04:00 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/komentarz-energysecuritypl/ciemna-strona-zmiany-systemu/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/komentarz-energysecuritypl/ciemna-strona-zmiany-systemu/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[Nowa wojna gazowa]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				<em>Antoni Rybczyński</em><p></p>

Zwrot w polityce Turkmenistanu może przesądzić losy rosyjsko-zachodniej rywalizacji o zasoby energetyczne Azji Centralnej. Położony między Morzem Kaspijskim, Iranem i Afganistanem kraj ma gigantyczne zasoby gazu. Od upadku ZSRS monopol na dostęp do nich miała Rosja. Jednak pod koniec marca rozgorzał między obu państwami konflikt, który zwiększa szanse na połączenie Europy z kaspijskim gazem bez pośrednictwa Moskwy.
<br /><br />
Gurbanguły Berdymuchammedow, który dwa lata temu przejął władzę absolutną w Turkmenistanie, porzucił izolacjonizm swego poprzednika Turkmenbaszy i zaczął poszukiwać w polityce zagranicznej i energetycznej (w przypadku Turkmenistanu to właściwie jedno) alternatywy dla opcji moskiewskiej. Głębokie uzależnienie od Rosji, przez której terytorium biegną wszystkie znaczące szlaki eksportu gazu, wymuszało na turkmeńskim przywódcy daleko posuniętą ostrożność w otwieraniu się na Zachód, czy nawet Chiny. Zarazem, dzięki takiej polityce, Aszchabadowi udało się wymusić na Gazpromie nowe, bardzo korzystne dla Turkmenistanu warunki sprzedaży gazu (za rządów Berdymuchammedowa cena "błękitnego paliwa", kupowanego niemal w całości przez Rosjan, wzrosła kilkakrotnie, do poziomu europejskiego). Kryzys gospodarczy na świecie, spadek cen węglowodorów i coraz realniejsza groźba utrwalenia rosyjskiej dominacji spowodowały, że Turkmenistan zagrał w końcu w otwarte karty. Berdymuchammedow uznał, że to najlepszy moment na dywersyfikację eksportu gazu, która ma być fundamentem niezależności i siły państwa.
<br /><br />
<strong>"Czarna polewka" dla Gazpromu</strong>
<br /><br />
25 marca 2009 miał przejść do historii rosyjsko-turkmeńskiej współpracy jako dzień, w którym przypieczętowano monopol Moskwy na zakup gazu z tego kraju. Podpisanie umowy o budowie Gazociągu Wschód-Zachód przez Rosjan miało być centralnym punktem wizyty Berdymuchammedowa na Kremlu. Wcześniej ustalono wstępnie, że głównym wykonawcą i kredytodawcą projektu połączenia największego turkmeńskiego złoża gazu z wybrzeżem Morza Kaspijskiego będzie Gazprom. Rura miałaby łączyć się z Gazociągiem Nadkaspijskim, którym turkmeński gaz trafia do Rosji. Przejęcie projektu przez Gazprom przekreśliłoby możliwość dywersyfikacji eksportu surowca przez Turkmenistan, Rosjanie zapewniliby sobie źródło gazu dla South Stream i jednocześnie pozbawiliby go unijny projekt Nabucco. Jakież więc było rozczarowanie Rosjan, gdy turkmeński gość odmówił podpisania umowy. Bezpośrednią przyczyną zerwania rozmów miało być wycofanie się Moskwy z propozycji udzielenia nieoprocentowanego kredytu na budowę gazociągu i rosyjskie żądanie gwarancji, iż przesyłany tą drogą surowiec nie będzie potem eksportowany na Zachód (promowanym przez UE i USA szlakiem przez Morze Kaspijskie i Kaukaz).
<br /><br />
Po powrocie do kraju Berdymuchammedow polecił więc przeprowadzenie otwartego międzynarodowego przetargu nie tylko na budowę Gazociągu Wschód-Zachód ale też modernizację Gazociągu Nadkaspijskiego. To już było otwarte rzucenie wyzwania Rosji, wszak rozbudowa przez Gazprom Gazociągu Nadkaspijskiego została ogłoszona priorytetem współpracy obu krajów jeszcze w maju 2007 podczas spotkania Putin-Berdymuchammedow-Nazarbajew.
<br /><br />
Ostatnie wątpliwości co do nowego kursu Turkmenistanu, jeśli Moskwa jeszcze takie miała, Aszchabad rozwiał 3 kwietnia. W wydanym komunikacie turkmeński MSZ odrzucił rosyjską propozycję budowy światowego kartelu eksporterów gazu (na wzór OPEC), otwarcie przy tym potępiając politykę Moskwy ("Używanie dostaw surowców energetycznych jako narzędzia dla osiągnięcia pewnych celów politycznych lub usatysfakcjonowania pewnych grup interesów jest anachronizmem") i wskazując cele Turkmenistanu ("Polityka dywersyfikacji szlaków eksportu gazu to podstawa strategii ekonomicznej naszego kraju. Czas monopolów w tym sektorze światowej gospodarki odchodzi w przeszłość").
<br /><br />
<strong>Kontratak Rosjan</strong>
<br /><br />
Przygotowanie "odpowiedzi" zajęło Moskwie sześć dni. 9 kwietnia wyleciał w powietrze główny rurociąg, którym Turkmeni eksportują "błękitne paliwo" (Gazociąg Azja Centralna-Centrum biegnie do Rosji via Uzbekistan). Przez kilka dni Aszchabad nie mógł sprzedawać większości swego gazu, podstawowego źródła dochodów państwa. Turkmeńska reakcja była niezwykle ostra - takiego spięcia w stosunkach z Rosją jeszcze nigdy nie było. MSZ wydał notę, w której obwinił za awarię Gazprom i zażądał odszkodowania, a Berdymuchammedow wezwał do przeprowadzenia międzynarodowego dochodzenia. Awarię spowodował Gazprom, zmniejszając bez uprzedzenia odbiór gazu aż o 90% w ciągu jednego dnia. Koncern Turkmengaz nie zdążył zareagować i nagły wzrost ciśnienia w rurze doprowadził do eksplozji. Oczywiście wersja rosyjska jest inna: to błędy techniczne Turkmenów i fatalny stan gazociągu doprowadził do awarii.
<br /><br />
Faktem jest, że skorzystał na tym Gazprom, nie tylko dlatego, że Turkmenistan dostał "nauczkę". Rosjanie nie musieli przez kilka dni odbierać drogiego gazu przy obecnych cenach na rynku, zakup surowca z Azji Centralnej przynosi im duże straty finansowe. Wcześniej, przez lata, kupowano tanio turkmeński i uzbecki gaz, potem odsprzedając go z zyskiem w Europie. Aby utrzymać monopol na surowiec centralnoazjatycki, w ubiegłym roku Moskwa wykupiła go "na pniu", zgadzając się nawet na ceny europejskie. Ale teraz nie tylko nie daje to zysku, ale wręcz przynosi straty. W rozliczeniach z Azją Centralną obowiązują bowiem długoterminowe sztywne wysokie ceny, podczas gdy ceny w Europie zdecydowanie spadły. W efekcie, Gazprom tylko w pierwszym kwartale tego roku stracił ponad miliard dolarów. Na dodatek spada ostatnio popyt na gaz w Europie i Gazprom zaczyna mieć kłopot, co robić z dużą ilością drogiego gazu, który musi kupować od Turkmenistanu.
<br /><br />
<strong>Otwarcie na Zachód</strong>
<br /><br />
Jeśli Rosja liczyła, że zastraszy Berdymuchammedowa, to się grubo pomyliła. Dokładnie tydzień po awarii głównego gazociągu eksportowego Turkmenistan podpisał memorandum o długoterminowej współpracy energetycznej z niemieckim koncernem RWE. Dwa najważniejsze zapisy dokumentu to zapowiedzi zbadania możliwości eksportu gazu do Niemiec i Europy oraz uzyskania przez RWE praw do eksploatacji złóż surowców na turkmeńskim szelfie Morza Kaspijskiego. 
<br /><br />
To pierwsza w historii Turkmenistanu taka umowa zawarta z dużym zachodnim koncernem, pierwszy tej wagi dokument jasno określający, że kraj ten zainteresowany jest eksportem gazu na Zachód. Memorandum ma też ogromne znaczenie dla unijnych wysiłków dywersyfikacyjnych, może być przełomem w dążeniu Europy do uzyskania dostępu do turkmeńskich źródeł surowca. Wpisuje się w koncepcję energetycznego Korytarza Południowego - niezależnego od Rosji połączenia rurociągami (m.in. Nabucco) Azji Centralnej z Europą poprzez Morze Kaspijskie, Azerbejdżan i Gruzję - oraz podważa monopol Gazpromu na handel turkmeńskim gazem.
RWE jest członkiem konsorcjum, które ma budować Nabucco. Szef koncernu zaraz po podpisaniu memorandum dał jasno do zrozumienia, że jeśli chodzi o perspektywy transportu gazu turkmeńskiego do Europy, to pod uwagę brany jest przede wszystkim pomysł Gazociągu Transkaspijskiego (łączyłby się z Nabucco). Należy przy tym podkreślić, że RWE, największy niemiecki producent i dostawca energii oraz drugi (po E.ON Ruhrgas) dostawca gazu ziemnego do Niemiec, w przeciwieństwie do Ruhrgasu czy Wintershallu, unika współpracy z Gazpromem.
<br /><br />
<strong>Rosja w defensywie</strong>
<br /><br />
Kiedy premier Putin zrozumiał, że to nie kolejny blef, lecz realny zwrot w polityce Turkmenistanu, wysłał tam z "misją ratunkową" swego zaufanego zastępcę. Wicepremier Igor Sieczin miał udobruchać Berdymuchammedowa i udaremnić ewentualne prozachodnie inicjatywy na międzynarodowej konferencji w Aszchabadzie (23-24 kwietnia). Wrócił do Moskwy z niczym, a z pewnością nie uszczęśliwiła go deklaracja turkmeńskiego prezydenta, który na sali wypełnionej szczelnie urzędnikami z UE i USA podkreślił, że "Turkmenistan potrzebuje stworzenia nowego systemu powiązań z Europą". Sieczinowi nie ułatwił zresztą zadania wiceprezes Gazpromu, który dwa dni wcześniej stwierdził, że na świecie jest tylko trzech dużych dostawców gazu "Rosja, Katar i Iran" a cała reszta to margines rynku wydobycia surowca.
<br /><br />
Obecna polityka Rosji sprowadza się do utrzymania monopolu na zakup turkmeńskiego gazu przy jednoczesnym blokowaniu rozbudowy eksportowych gazociągów tego kraju. Dążenie Gazpromu do okresowego zmniejszenia importu surowca turkmeńskiego zwiastuje poważne problemy dla reżimu Berdymuchammedowa &#8211; utrata części dochodów ze sprzedaży gazu nie tylko uderzy w budżet państwa ale też może sprowokować konflikty w łonie rządzącej elity czerpiącej miliony z handlu &#8222;błękitnym paliwem&#8221;. Dlatego Turkmenistan zaczął tak intensywnie szukać alternatywy. Same demonstracje i sygnały ze strony Aszchabadu jednak nie wystarczą. Uruchomienie eksportu turkmeńskiego gazu na Zachód zależeć będzie od działań UE i zachodnich koncernów.
<br /><br />
<em>Tekst ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska" 12 maja 2009 r.</em>
				]]>
			</description>
			<pubDate>Fri, 15 May 2009 08:10:22 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/gaz/nowa-wojna-gazowa/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/gaz/nowa-wojna-gazowa/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[PKL - polski koncern logistyczny]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				Operator Logistyczny Paliw Płynnych ma znaleźć się w grupie kapitałowej PERN "Przyjaźń" tak przynajmniej wynika ze słów Wiceministra Skarbu Państwa Krzysztofa Żuka. Jest to co do swojego ogólnego przesłania dobra wiadomość. PERN dzięki temu:
<br />
- uzyska możliwość zaciągania większych zobowiązań (co dla możliwości realizacji planów inwestycyjnych będzie szczególnie ważne,
<br />
- będzie miał możliwość prowadzenia skoordynowanej polityki logistycznej,
<br />
- zakończy okres "uśpienia" inwestycji w kawerny solne na Pomorzu Gdańskim,
<br />
- wzmocni swoją pozycję negocjacyjną w stosunku do swoich zleceniobiorców,
<br />
- wzmocni swoją pozycję negocjacyjną w stosunku do swoich klientów,
- zwiększy w przyszłości elastyczność wykorzystywania naziemnych pojemności magazynowych.
<br /><br />
Można postawić w związku z planowanymi przekształceniami pewne pytania, po pierwsze jak i na co wydawane będą pieniądze?
Oczywiście sam fakt posiadania większej sumarycznie ilości środków pieniężnych do wydania nie stanowi o tym, że będą one wydawane w sposób sensowny i właściwy. Jeżeli będą się mnożyły takie inwestycje jak budowa 200 tyś m3 pojemności magazynowych w bazie w Adamowie (co nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego), to połączenie nie ma sensu, gdyż po takich nietrafionych inwestycjach lepiej niech problemy ma jedna spółka (PERN), a nie dwie (PERN i OLPP). 
<br />
Kolejnym pytaniem jakie należy postawić, to jakie będą dokładnie rozwiązania organizacyjne. Pytania na jakie należy odpowiedzieć to:
<br />
- Jak dokładnie będzie dalej wyglądał nadzór właścicielski nad OLPP?
<br />
- Jak będą wyglądały zbiorowe układy pracy w spółkach należących do PERN, czy zostanie to ujednolicone czy też nie?
<br />
- Jak będzie wyglądała koordynacja działań handlowych i inwestycyjnych obu spółek?
<br />
- Czy w dłuższym okresie czasu spółki te będą miały utworzyć jeden podmiot czy nadal pozostawać oddzielne (po co dwa Zarządy, dwa działy inwestycji, dwa działy strategii, dwa działy handlowe itd.)?  
<br />
Wydzielenie rurociągów produktowych w ramach grupy kapitałowej i przekazanie ich do OLPP nie będzie miało większego merytorycznego sensu, byłoby to trochę przekładanie z prawej kieszeni do lewej kieszeni.
<br />
Do 2015 r. powinny zostać dokonane następujące inwestycje:
<br />
- Budowa bazy magazynowo-przeładunkowej w Gdańsku na ropę naftową i paliwa mogącej obsługiwać wraz z bazą w Górkach Zachodnich cały import ropy naftowej do Polski i Niemiec,
<br />
- Budowa kawern solnych na terenie Pomorza Gdańskiego o pojemności 1 mln m3,
<br />
- Budowa II nitki ropociągu pomorskiego,
<br />
- Budowa rurociągu produktowego z Boronowa do Strzemieszyc (ale nie do Trzebini, gdyż wtedy dwie obecne bazy OLPP zostaną zmarginalizowane),
<br />
- Budowa ropociągu Brody-Adamowo (po dokonaniu odpowiednich uzgodnień z innymi udziałowcami spółki Sarmatia).

				]]>
			</description>
			<pubDate>Wed, 15 Apr 2009 09:03:25 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/komentarz-energysecuritypl/pkl-polski-koncern-logistyczny/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/komentarz-energysecuritypl/pkl-polski-koncern-logistyczny/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[Kilka słów o nowej strategii PERN &quot;Przyjaźń&quot; S.A.]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				Dwa tygodnie temu ukazała się informacja mówiąca o fakcie przyjęcia przez Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń" S.A. z siedzibą w Płocku nowej strategii. Informacja nie mówiła nic o tym, dlaczego powinna być pisana nowa strategia to znaczy czego poprzedniej strategii brakowało lub w jakich punktach i założeniach stała się już nieaktualna ze względu na zmiany zachodzące  w szeroko pojętym otoczeniu rynkowym. Prezes PERN Soszyński powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że "<em>potencjalna zdolność inwestycyjna spółki ze środków własnych to około 100 mln zł rocznie</em>" ale zapowiedział także niemalże od razu, że chce zwiększyć pojemności magazynowe w bazie surowcowej w Adamowie o 200 tyś m3 czyli przeliczając to na gotówkę zamierza wydać ok. 150 mln zł (ergo, gotówkę do dyspozycji przez 1,5 roku). Nawet nie tyle wydać co zmarnotrawić gdyż budowanie nowych pojemności w bazie, która będzie traciła na swoim znaczeniu jest zmarnotrawstwem pieniędzy spółki, czyli działaniem na szkodę spółki a na to jest stosowny paragraf w stosownym kodeksie.
<br /><br />
PERN będzie chciał nadal dla strony rosyjskiej być spółką tranzytową:
"<em>Jest to tendencja, którą chcielibyśmy zawrócić. To jeden z trudnych celów. Przez ostatnie lata relacje ze stroną rosyjską z różnych powodów i w różnych aspektach zostały nieco nadwątlone. Chcielibyśmy odbudować relacje na tym kierunku, a wraz z odbudową zaufania, odbudować tranzyt. Mówimy o poważnych pieniądzach</em>
".
<br /><br />
W ocenie prezesa PERN, optymistyczny scenariusz, to taki w którym poziom przesyłu rosyjskiej ropy do rafinerii polskich oraz niemieckich pozostanie mniej więcej na dotychczasowym poziomie, jest bardziej prawdopodobny. 
<br /><br />
"<em>Według mnie, z tym scenariuszem będziemy mieli do czynienia przez długie lata z prostego powodu, bo Rosjanie wydobywają ropę po to, by ją sprzedać, a przesył rurociągami długo jeszcze będzie bardziej opłacalny niż jakikolwiek inny</em>
".
<br /><br />
W tym sposobie rozumowania jest co najmniej jeden zasadniczy błąd, Rosjanie budują BTS-2 nie po to aby ta inwestycja warta ca. 5 mld $ nie pracowała, co więcej będą chcieli wykorzystywać ją w maksymalnym stopniu co oznacza, że wykorzystywanie rurociągów PERN na odcinku Adamowo &#8211; Płock będzie spadało, praktycznie jedyną możliwością podtrzymania wykorzystania tej infrastruktury jest wybudowanie rurociągu Brody-Adamowo, ale jak mówi prezes PERN:
<br /><br />
"<em>Nie uda się dogadać takiego międzynarodowego projektu bez relacji politycznych ze wszystkimi partnerami. Nie sposób dziś odpowiedzieć na wszystkie pytania, które ten projekt niesie</em>
".
<br /><br />
Tym samym starania o ropociąg Brody &#8211; Adamowo raczej nie będą zbyt energiczne, tranzyt i tłoczenia do Polskich rafinerii na odcinku Adamowo-Płock będzie coraz mniejsze a nowa strategia zakłada, że w Adamowie (obecna pojemność 600 tyś m3) mają być jeszcze dostawione 2 zbiorniki po 100 tyś m3 . Proste pytanie, po co? Jak to się będzie broniło od strony biznesowej lub wzrostu bezpieczeństwa energetycznego państwa? Moim zdaniem nijak. Nowe zbiorniki są potrzebne w pierwszej kolejności w Gdańsku a w drugiej kolejności na Plebance (w Płocku) ale na pewno nie w Adamowie. Jeżeli do 2013 roku pojemności zbiornikowe PERN mają wzrosnąć z 2,8 do 3,5 mln to znaczy, że w Gdańsku i Płocku powstanie nie więcej niż 500 tyś m3 pojemności (200 tyś m powstanie przecież w Adamowie) co oznacza, że po odjęciu pojemności jakie powstaną na Plebance, baza w Gdańsku nie będzie posiadała "<em>zbyt wielkich</em>" pojemności magazynowych. Na wzrost pojemności magazynowych spółka przeznaczy do 2013 roku 500 mln zł czyli całą potencjalną zdolność inwestycyjną ze środków własnych (100 mln zł rocznie). Dlatego też tym bardziej należy rozważnie planować lokalizacje nowych pojemności magazynowych. Zbiorniki w Adamowie to niestety w dłuższym okresie czasu pieniądze wyrzucone w błoto, brak tych pieniędzy wyjdzie przy innych inwestycjach jakie zamierza realizować PERN takich jak chociażby budowa kawern solnych. 

				]]>
			</description>
			<pubDate>Mon, 06 Apr 2009 19:10:00 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/komentarz-energysecuritypl/kilka-slow-o-nowej-strategii-pern-przyjazn-sa/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/komentarz-energysecuritypl/kilka-slow-o-nowej-strategii-pern-przyjazn-sa/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[Merkel przeciw Nabucco]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				<em>Janusz Kowalski</em><p></p>
W odpowiedzi tegoroczny rosyjsko-ukraiński kryzys gazowy kanclerz Angela Merkel jeszcze w styczniu br. zaapelowała do przywódców 27 państw UE o polityczne poparcie dla budowy trzech infrastrukturalnych magistral gazowych: Nord Stream, South Stream  i Nabucco. Strategicznym celem Merkel jest podniesienie w Unii Europejskiej statusu politycznego dwóch pierwszych projektów. Pułapka niemieckiej propozycji polega na tym, że jej akceptacja oznacza uzyskanie przez rosyjskie projekty statutu strategicznych projektów europejskich na równi z popieranym bezwarunkowo przez Komisję Europejską projektem Nabucco z kaspijskim gazem. Odwrotnie ruch ten należy interpretować jako próbę obniżenia pozycji projektu Nabucco, który nie byłby już wymieniany jako jedyny priorytetowy europejski projekt dywersyfikacyjny, ale jako "jeden z trzech" biznesowych pomysłów na zabezpieczenie dostaw gazu ziemnego do UE. Niemcy oczekują więc politycznego poparcia dla projektów Gazpromu w zamian za poparcie Niemiec dla Nabucco. Przyjęcie propozycji Merkel oznacza śmierć Nabucco ponieważ żaden z tych trzech projektów, rozpatrywanych łącznie, nie uzyska finansowania unijnego. A o to właśnie niemieckiej kanclerz chodzi. Najprostszą bowiem drogą do zablokowania i kompromitacji Nabucco jest zablokowanie jego finansowania ze środków UE. W konsekwencji Europa na kolejne dziesiątki lat zostanie uzależniona od rosyjskiego gazu dostarczanego przez "europejskie" magistrale Nord Stream i South Stream.  Niemcy dążą do tego by inwestycje te były finansowane tylko i wyłącznie przez "biznes" czyli bezpośrednio przez spółki energetyczne. 
<br /><br />
Nie trzeba było długo czekać na konkretne działania ze strony niemieckiej kanclerz potwierdzające jej determinację w zablokowaniu finansowania Nabucco. Na nieformalnym szczycie przywódców państw UE, który odbył się 1 marca w Brukseli, Angela Merkel zgłosiła swój sprzeciw wobec planów finansowania Nabucco z unijnej kasy. Działania Merkel zablokowały ustalenia styczniowego budapesztańskiego szczytu ws. Nabucco, na którym to przedstawiciele Komisji Europejskiej zadeklarowali uruchomienie specjalnego kredytu w wysokości 250 mln EUR, których pomógłby rozpocząć realizację projektu Nabucco. Kredyt ten był potrzebny również po to by zyskać zaufanie prywatnych inwestorów, którzy gotowi byliby się zaangażować w tę inwestycję, której realizacja jak do tej pory posiada status strategicznego pierwszeństwa w UE. Tym samym Niemcy zablokowały faktyczne rozpoczęcie w 2009 r. budowy gazociągu uniezależniającego Europę od rosyjskiego gazu ziemnego. 
<br /><br />
Wydarzenia ostatnich tygodni są o tyle istotne dla zagrożonego bezpieczeństwa energetycznego Polski, że tłumaczą, czym tak naprawdę jest tzw. "solidarność energetyczna UE" w wykonaniu Niemiec. Warto również podkreślić, że Kanclerz Merkel sprzeciwia się wydatkowaniu 5 mld EUR, przeznaczonych na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego UE, na m.in. budowę interkonektorów pomiędzy państwami-członkami UE w ramach mechanizmu "solidarności energetycznej. 
<br /><br />
<em>Tekst ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska" 18 marca 2009 r.</em>
				]]>
			</description>
			<pubDate>Wed, 18 Mar 2009 09:05:00 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/gaz/merkel-przeciw-nabucco/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/gaz/merkel-przeciw-nabucco/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[Policzone dni &quot;Przyjaźni&quot;]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				<em>Janusz Kowalski</em><p></p>

26 listopada br. Premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin podpisał rozporządzenie o budowie ropociągu BTS-2. Już w 2012 r. możliwe jest całkowite wstrzymanie dostaw ropy naftowej do Polski rurociągiem "Przyjaźń". Przerwanie dostaw surowca przyniesie Rosji dwie wymierne korzyści: wyeliminowanie polskiego pośrednictwa w przesyle ropy oraz uniemożliwienie realizacji polskich ambicji tranzytu via Gdańsk kaspijskiej ropy naftowej na światowy rynek. 
<br /><br />
Strategicznym celem rosyjskiej polityki energetycznej jest dywersyfikacja eksportowych szlaków przesyłowych ropy naftowej i gazu ziemnego w sposób, który uniezależni Rosję od tranzytowego pośrednictwa państw trzecich. Obecnie rosyjska ropa naftowa transportowana jest do odbiorców trzema głównymi szlakami: przez terminale nad Morzem Bałtyckim, rurociągiem "Przyjaźń" oraz przez porty nad Morzem Czarnym. Plany rosyjskie przewidują zmianę strategicznych szlaków eksportu rosyjskiej ropy naftowej do 2020 roku. Głównymi szlakami eksportu stać się mają: Bałtycki System Rurociągowy, terminal naftowy w Noworosyjsku, ropociąg Chariaga-Indyga (eksport surowca przez północną Rosję) oraz ropociąg Wschodnia Syberia-Ocean Spokojny. Najniebezpieczniejszym dla Polski rosyjskim projektem dywersyfikacyjnym jest plan budowy ropociągu BTS-2 czyli Bałtyckiego Systemu Rurociągowego-2 z Uneczy do terminala naftowego Ust-Ługa w Zatoce Fińskiej.
<br /><br />
<strong>Narodziny BTS-2</strong>
<br /><br />
Narodziny projektu BTS-2 wiązać należy z wydarzeniami ze stycznia 2007 r. kiedy to, w wyniku konfliktu rosyjsko-białoruskiego, na kilka dni zostały wstrzymane dostawy ropy naftowej do polskich i niemieckich rafinerii. Budowa nowego ropociągu umożliwi eksport rosyjskiego surowca z pominięciem Białorusi i Polski. BTS-2 będzie miał długości 1016 km i o przepustowość 50 mln ton rocznie. Warto pamiętać, że już działa rurociąg Bałtyckiego Systemu Rurociągowego z Uneczy do terminalu Primorsk w Zatoce Fińskiej. Rocznie tym szlakiem eksportowane jest na rynek światowy blisko 75 mln ton surowca. Planuje się powiększenie zdolności przeładunkowych terminalu naftowego w Primorsku do 120 mln. Rozbudowa własnych ropociągów oraz terminali naftowych wraz z flotą tankowców-lodołamaczy, umożliwiających transport surowca z zamarzniętych portów nad Morzem Bałtyckim w okresie zimowym, potwierdza, że realnym jest zagrożenie przerwania przesyłu lądem ropy naftowej z Rosji do polskich i niemieckich rafinerii. 
<br /><br />
<strong>Możliwości "Przyjaźni"</strong>
<br /><br />
Ropa naftowa może być dostarczana do Polski rurociągiem lądowym z kierunku białoruskiego albo poprzez morski terminal naftowy w Porcie Gdańskim. Rocznie przez polski system rurociągów "Przyjaźń" tłoczone jest około 50 mln ton rosyjskiej ropy naftowej do polskich i do dwóch niemieckich rafinerii, a także do Gdańska na tranzyt. Niemieckie rafinerie PCK Raffinerie GmbH Schwedt oraz TOTAL Rafinerie Mitteldeutschland w Spergau są istotnie uzależnione od polskiej infrastruktury przesyłu i przeładunku ropy naftowej. W Porcie Gdańskim możliwy jest przeładunek 34 mln ton surowca w obu kierunkach. Obecnie zdolności przeładunkowe Portu Gdańskiego wykorzystywane są prawie w całości do tranzytu rosyjskiej ropy naftowej na zewnętrzne rynki oraz do eksportu paliw wyprodukowanych w rafinerii Grupy Lotos. W przypadku przerwania dostaw ropy naftowej rurociągiem "Przyjaźń", terminal naftowy jest w stanie zapewnić surowiec tylko dla polskich rafinerii. Jednakże z uwagi na brak wystarczającej bazy zbiorników na ropę naftową w bezpośrednim położeniu terminalu problemem logistycznym jest przeładunek i magazynowanie ropy naftowej różnych gatunków. Zakręcenie "kurka Przyjaźni" oznacza, że bez rozbudowy krajowej logistyki paliwowej nie jest możliwa realizacja pełnych dostaw surowca dla niemieckich rafinerii. 
<br /><br />
<strong>Niebezpieczeństwo zakręcenia kurka</strong>
<br /><br />
94% przerabianej w polskich rafineriach ropy naftowej importowane jest z Rosji. Polskie rafinerie importują rosyjski surowiec ponieważ ten, uwzględniając koszty logistyki, pozwala na uzyskanie wysokich marż rafineryjnych. Atrakcyjność cenowa importowanej drogą lądową rosyjskiej ropy naftowej sprawia, że PKN Orlen i Grupa Lotos nie sprowadzają dużej ilości surowca z innych kierunków niż rosyjski. Uzależnienie PKN Orlen i Grupy Lotos od jednego kierunku przesyłu ropy naftowej czyni zagrożenie ewentualnego wstrzymania dostaw surowca istotnym problemem dla całej polskiej gospodarki. Zakręcenie "kurka" zwiększy koszt zakupu ropy naftowej przez polskie rafinerie, co wiązać się będzie ze zmniejszeniem ich konkurencyjności.
<br /><br />
<strong>Rosjanie nie chcą "Przyjaźni"</strong>
<br /><br />
Celem Rosjan jest doprowadzenie do sytuacji, w której polskie i niemieckie rafinerie będą zaopatrywane w ropę naftową przez tankowce płynące z Zatoki Fińskiej do Gdańska z całkowitym wyłączeniem rurociągu lądowego "Przyjaźń". Polska straciłaby także na znaczeniu jako kraj tranzytowy rosyjskiej ropy na rynki zewnętrzne via Gdańsk. Przerwanie dostaw ropy naftowej rurociągiem "Przyjaźń" stanowi także poważne zagrożenie nie tylko dla ciągłości dostaw do polskich i niemieckich rafinerii, ale również dla realizacji projektu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk. Polska aktywnie uczestniczy w tym przedsięwzięciu dzięki konsekwentnej polityce prowadzonej od 2005 r. przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. W sytuacji konieczności odbioru całości przerabianego surowca przez płocką i gdańską rafinerię tankowcami, "wąskim gardłem" ciągu logistycznego eksportu kaspijskiej ropy naftowej na rynek światowy jest terminal naftowy w Gdańsku. Ograniczone możliwości przeładunkowe terminalu uniemożliwiają obecnie dostarczanie ropy naftowej do polskich rafinerii przy równoczesnym przeładunku na eksport kaspijskiego surowca. Utworzenie korytarza transportu surowca z regionu Morza Kaspijskiego przez terminale na Morzu Czarnym do Odessy, a stamtąd do Adamowa, Płocka i Gdańska umożliwi bowiem przesył tą drogą 16-25 mln ton ropy naftowej. Polska już dziś powinna więc podjąć działania na rzecz zagwarantowania logistycznych możliwości eksportu ropy z projektu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk na rynek światowy przez własny terminal naftowy nad Morzem Bałtyckim. Przerwanie dostaw ropy naftowej rurociągiem "Przyjaźń" może przynieść bowiem Rosji dwie wymierne korzyści: wyeliminowanie polskiego i białoruskiego pośrednictwa w przesyle surowca oraz uniemożliwienie realizacji polskich ambicji tranzytu via Gdańsk kaspijskiej ropy naftowej na rynek światowy. 
<br /><br />
<strong>Polska nieprzygotowana</strong>
<br /><br />
Niestety Polska nie jest przygotowana na czarny scenariusz przerwania dostaw ropy naftowej w 2012 r. Dla zachowania dotychczasowej pozycji państwa tranzytowego niezbędne jest podjęcie natychmiastowych działań dotyczących rozbudowy krajowej logistyki naftowej. Po pierwsze należy rozbudować zdolności przeładunkowe terminalu w Gdańsku z obecnych 34 mln ton do 50-60 mln ton. Takie zdolności przeładunkowe terminalu gwarantują - na wypadek przerwania dostaw surowca rurociągiem "Przyjaźń" - techniczną możliwość dostarczania ropy naftowej polskim rafineriom i niemieckim rafineriom przy równoczesnej realizacji zleceń eksportowych rafinerii grupy Lotos S.A., której zdolność przerobu zwiększy się w 2010 r. z obecnych 6 do 10,5 mln ton rocznie. Po drugie możliwie jak najszybciej należy rozpocząć budowę 300-kilomotrowego połączenia rurociągowego z Ukrainą na linii Brody-Adamowo, którym mogłaby być transportowana ropa naftowa z regionu Morza Kaspijskiego. 
<br /><br />
<strong>Dywersyfikacja najskuteczniejszą bronią</strong>
<br /><br />
Dywersyfikacja własnych szlaków przesyłu surowca jest bowiem najskuteczniejszą ochroną polskich rafinerii przed przerwą w dostawach surowca rurociągiem "Przyjaźń". Po trzecie przy terminalu naftowym w Gdańsku polska infrastruktura logistyki paliwowej powinna być uzupełniona o dwie bardzo ważne inwestycje infrastrukturalne. Pierwszą z nich jest baza magazynowo-przeładunkowa, w której będzie można magazynować ropę naftową różnych gatunków oraz produkty ropopochodne. Budowa takiej bazy, z bardzo dziś brakującym połączeniem kolejowym, w obliczu konieczności zaopatrywania polskich rafinerii "z morza" od 2012 r. i ambicji eksportowych kaspijskiej ropy naftowej staje się pilną koniecznością. Drugą inwestycją infrastrukturalną jest budowa podziemnych magazynów na ropę naftową i paliwa w gminie Kosakowo k. Gdańska przez spółki Skarbu Państwa. W podziemnych kawernach możliwe będzie magazynowanie strategicznych rezerw surowca na potrzeby polskich rafinerii oraz na potrzeby eksportowe ropy kaspijskiej. 
<br /><br />
<strong>Program minimum</strong>
<br /><br />
Powyższe przedsięwzięcia stanowią program minimum na rzecz działań dla bezpieczeństwa energetycznego w polskim sektorze naftowym. Dzięki nim możliwe będzie zabezpieczenie gospodarczych interesów Polski przed spodziewanym w 2012 r. uruchomieniem ropociągu BTS-2, co oznacza ograniczenie lub wstrzymanie dostaw ropy naftowej rurociągiem "Przyjaźń" do polskich rafinerii. Bez realizacji tych działań Polska znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji w razie nagłego wyłączenia rurociągu "Przyjaźń" z eksploatacji.
<br /><br />
<em>Tekst ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska" 7 stycznia 2009 r.</em>





				]]>
			</description>
			<pubDate>Wed, 07 Jan 2009 14:24:00 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/policzone-dni-przyjazni/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/policzone-dni-przyjazni/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[Jak zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polski?]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				<em>Janusz Kowalski<br />
Jakub Kozera</em>
<br /><br />
W ciągu ostatnich 20 lat niepodległego państwa polskiego, kierunek działań i myślenia o bezpieczeństwie narodowym zdominowały kwestie związane bezpośrednio z przystąpieniem Polski do Paktu Północnoatlantyckiego i do Unii Europejskiej. Pozostałe sprawy pozostawały w cieniu. Po wstąpieniu do NATO i UE potrzebne było wyznaczenie kolejnych wielkich celów. Jednym z takich celów jest zapewnienie Polsce bezpieczeństwa energetycznego. Realizacja tego celu, który w istotny sposób wpływa na suwerenność Polski, wymaga ponadpartyjnej i ponadkadencyjnej determinacji i konsekwencji. Bezpieczeństwo energetyczne należy rozumieć, jako stan gospodarki, w którym zapewnione są jej potrzeby energetyczne uwzględniające różnorodność nośników i form energii. Jego istotą jest dostęp do potrzebnych surowców energetycznych po cenach możliwie najkorzystniejszych oraz prawidłowe funkcjonowanie krajowej infrastruktury energetycznej. Tak określony obszar bezpieczeństwa energetycznego należy rozpatrywać w podziale na trzy sektory: elektroenergetyki i węgla, gazu ziemnego, ropy naftowej i paliw płynnych.
<br /><br />
<strong> Bezpieczeństwo energetyczne w sektorze elektroenergetycznym
</strong>
<br /><br />
Sektor elektroenergetyki zmaga się obecnie z trzema poważnymi problemami. Pierwszym z nich jest kwestia limitów emisji gazów cieplarnianych, przede wszystkim CO2, w ramach systemu ograniczeń UE. Wysokość limitów przyznanych Polsce, jeśli zostanie wyegzekwowana, na wiele lat upośledzi możliwość rozwoju jej gospodarki. Taki scenariusz jest trudny do zaakceptowania. W ramach systemu Kyoto polska gospodarka ograniczyła emisje gazów cieplarnianych o około 30% w stosunku do roku bazowego (1988 rok). W tym samym czasie Niemcy i Wielka Brytania mogą pochwalić się niespełna 20% redukcją, Francja tylko 4%, a na przykład Włochy i Hiszpania zwiększyły wtedy emisje odpowiednio o 10% i 40%. W wartościach bezwzględnych, czyli w mln ton CO2 oznacza to, że Polska zredukowała emisje o 171 mln ton rocznie, Niemcy o 228, Wielka Brytania o 124, a Francja o 23 mln ton rocznie. Warto zauważyć, że Hiszpania zwiększyła w omawianym okresie roczne emisje o 144, a Włochy o 52 mln ton. W świetle tych danych jednoznacznie widać, że Polska dokonała ogromnego wysiłku, który powinien zostać uwzględniony przez Komisję Europejską przy rozdziale uprawnień w systemie unijnym w znacznie większym stopniu niż to miało miejsce. Przyjęcie przez Polskę w grudniu na unijnym szczycie Pakietu Klimatycznego w zaproponowanym przez Komisję kształcie oznaczać będzie katastrofę dla polskiej gospodarki. 
<br /><br />
Drugim wyzwaniem dla polskiej elektroenergetyki jest rozbudowa mocy i infrastruktury przesyłowej. W przypadku elektrowni konieczna jest wymiana bloków energetycznych na nowe - czyli odbudowa starzejących się mocy, oraz dodanie nowych mocy. W ostatnich dwóch latach konsumpcja energii elektrycznej w Polsce rosła w tempie 3-4% rocznie. Jednocześnie średnia moc dyspozycyjna polskich elektrowni malała o 1-2% rocznie. Te wielkości jeszcze mogą nie przemawiać do wyobraźni. Trzeba sobie zdać sprawę, że oznaczają one roczny spadek średniej rezerwy mocy o 13-18%. Jeśli ten trend się utrzyma to już około 2012 roku polski system elektroenergetyczny nie będzie w stanie sprostać potrzebom gospodarki. Ze względu na posiadane pokłady węgla kamiennego i brunatnego, w polskim interesie narodowym leży utrzymanie elektroenergetyki opartej na tych właśnie kopalinach. Biorąc pod uwagę takie czynniki jak ograniczenia emisji gazów cieplarnianych i problemy, z którymi boryka się sektor wydobywczy, należy bardzo szybko podjąć decyzję o rozwoju energetyki atomowej w naszym kraju. Konieczność inwestycji dotyczących infrastruktury przesyłowej uzasadnia chociażby tegoroczny blackout w Szczecinie. Taki kryzys może niestety dotknąć każde większe polskie miasto.
<br /><br />
Trzecim problemem polskiej elektroenergetyki jest zapewnienie odpowiednich dostaw węgla kamiennego i brunatnego. W tym kontekście najistotniejszymi sprawami są odpowiednie inwestycje stabilizujące poziom wydobycia, którego spadek w ostatnich latach jest bardzo niepokojący. Drugim problemem związanym z zaopatrzeniem polskiej elektroenergetyki w węgiel - przede wszystkim kamienny, jest możliwość transportu tego surowca z miejsca wydobycia do miejsca spalania. Postępująca zapaść kolei jest bardzo groźnym czynnikiem mogącym zaburzyć ciągłość dostaw węgla kamiennego do elektrowni. 
<br /><br />
<strong> Bezpieczeństwo energetyczne w sektorze gazu ziemnego </strong>
<br /><br />
W sektorze gazu ziemnego najważniejsze jest dokończenie drugiej próby zdywersyfikowania dostaw tego paliwa do Polski. Krajowa gospodarka w około 70% jest zależna od gazu importowanego. Sama zależność od importu nie jest jeszcze powodem do zmartwienia. To, co budzi głęboki niepokój, to uzależnienie od de facto jednej trasy dostaw i jednego dostawcy. Dla porównania takie kraje jak Niemcy i Hiszpania mają tak zdywersyfikowane dostawy, że jedna trasa i jeden dostawca nie przekraczają 30-40% całkowitego rocznego zapotrzebowania na gaz. Do takiego stanu trzeba doprowadzić także w Polsce. By nadrobić opisane zaniedbanie konieczne jest dokończenie trzech kluczowych projektów dywersyfikujących dostawy błękitnego paliwa do naszego kraju.
<br /><br />
Pierwszym projektem jest przygotowanie polskiego systemu gazowego na przesył gazu w innych kierunkach niż obecne: ze wschodu na zachód i północ. Taka sytuacja jest konsekwencją budowy polskiego systemu gazowego, jako końcówki systemu radzieckiego. By ją zmienić konieczne jest dokończenie przez spółkę Gaz-System S.A. rozbudowy sieci przesyłowej w Polsce północno-zachodniej, czyli przede wszystkim oddanie do użytku magistrali łączącej Szczecin z Gdańskiem. Dzięki temu możliwy będzie odbiór gazu ze źródeł podłączonych do polskiego systemu na Pomorzu Zachodnim i rozprowadzenie go w kierunku wschodnim i południowym.
<br /><br />
Drugim kluczowym projektem jest budowa przez Gaz-System S.A. terminalu LNG w Świnoujściu i ściśle z nim powiązanego falochronu, który stworzy tzw. port zewnętrzny. Terminal pozwoli na odbiór 2,5-7,5 mld m3 gazu transportowanego do Polski z dowolnego punktu na świecie za pomocą tankowców LNG. O zasadności budowy tego typu infrastruktury świadczą, wspominając tylko Europę, analogiczne projekty w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, a także w Niemczech. Co więcej, odrzucić należy quasi-argumenty o nieopłacalności ekonomicznej projektu, skoro udziałem w polskim terminalu LNG silnie zainteresowane są największe koncerny zachodnie. Obecnie około 30% gazu w obrocie międzynarodowym odbywa się za pomocą tankowców i terminali LNG. Pozostałe 70% przesyłane jest za pomocą rurociągów. Tylko w zeszłym roku wolumen LNG sprzedany w ramach transakcji międzynarodowych wzrósł o 12%. Oczywiście, wyzwaniem jest zawarcie dobrego kontraktu długoterminowego (20 do 25 lat) na dostawy LNG. Brak takiego kontraktu dziś wcale jednak nie oznacza, że budowa terminala to pomysł chybiony. Jest rok 2008, a terminal rozpocznie działalność w 2013 roku. Wynegocjowanie korzystnych warunków kontraktu wieloletniego jest procesem czasochłonnym i bardzo dyskretnym. Brak informacji w mediach o postępach w negocjacjach handlowych wcale nie oznacza, że takie negocjacje nie są prowadzone. 
<br /><br />
Trzecim kluczowym projektem w sektorze gazu ziemnego jest budowa bezpośredniego połączenia rurociągami z szelfem norweskim. W tym celu niezbędne jest zrealizowanie projektu Baltic Pipe, który połączy Niechorze na polskim wybrzeżu z duńskim Rodveg leżącym w Zatoce Kopenhaskiej. Kolejnym ogniwem połączenia z Norwegią jest powstający gazociąg Skanled, który połączy norweskie Karsto z Danią i Szwecją. Rolę łącznika pomiędzy rurociągami Baltic Pipe i Skanled będzie pełnić duński system przesyłowy. Dzięki tak zaprojektowanej trasie możliwy będzie odbiór do 3 mld m3 gazu rocznie. Niestety przez ostatni rok prace nad tym projektem nie posunęły się naprzód.
<br /><br />
Po zrealizowaniu dwóch projektów dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski i wygaśnięciu, najprawdopodobniej przedłużonego o kolejne dwa lata do roku 2012, kontraktu krótkoterminowego z RosUkrEnergo, koszyk dostaw gazu do Polski powinien składać się z następujących pozycji: wydobycie krajowe (4 do 5 mld m3, tj. około 27 %), import z kierunku wschodniego (7 do 8 mld m3, tj. około 44 %), import LNG (2 do 2,5 mld m3, tj. około 13%) oraz import z Norwegii (2,5 do 3 mld m3, tj. około 16%).
<br /><br />
Konieczność dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego wynika z prostej, nie tylko biznesowej, zasady dzielenia ryzyka. Obecne uzależnienie od de facto jednego kierunku dostaw i jednego dostawcy sprawia, że polscy odbiorcy są bardzo podatni na awarie rurociągów doprowadzających surowiec do granicy, na konsekwencje konfliktów politycznych dostawcy z krajami tranzytowymi oraz na wszystkie negatywne skutki, np. cenowe, wynikające z monopolu dostawcy. Koszty związane z ponoszeniem tych rodzajów ryzyka są o wiele wyższe niż koszty projektów dywersyfikacyjnych. 
<br /><br />
Z całą mocą należy podkreślić, iż poważnym ryzykiem dla projektów Baltic Pipe i terminalu LNG w Świnoujściu są pojawiające się obecnie w PGNiG S.A. próby połączenia interkonektorami polskiego systemu gazowego z niemieckim systemem gazowym oraz z austriackim hubem w Baumgarten przed zakończeniem realizacji obu projektów dywersyfikacyjnych w sektorze gazu ziemnego. Połączenie z projektowanych niemieckim gazociągiem OPAL, biegnącym wzdłuż polsko-niemieckiej granicy, oznacza po prostu przyłączenie się Polski do projektu Nord Stream, który wymierzony jest w interes Polski, Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy i Estonii.
<br /><br />
<strong> Bezpieczeństwo energetyczne w sektorze naftowym </strong>
<br /><br />
Najważniejszymi zadaniami, których realizacja zwiększy bezpieczeństwo energetyczne w sektorze naftowym, jest realizacja dwóch projektów infrastrukturalnych: budowy ropociągu łączącego ukraińskie Brody z polskim odcinkiem rurociągu "Przyjaźń" oraz budowy strategicznych podziemnych magazynów na ropę naftową i produkty ropopochodne w gminie Kosakowo w Województwie Pomorskim. 
<br /><br />
Istotą pierwszego z projektów, zwanego popularnie projektem Odessa-Brody-Płock-Gdańsk, jest stworzenie infrastruktury umożliwiającej transport ropy naftowej z regionu Morza Kaspijskiego do Gdańska. Stąd surowiec może być przesyłany dalej na rynki europejski i amerykański. Dzięki temu polskie rafinerie mogłyby odbierać surowiec, który z Azerbejdżanu transportowany byłby gruzińską siecią przesyłową do gruzińskich terminali naftowych, następnie tankowcami do Odessy a stamtąd ropociągiem do Brodów, Adamowa, Płocka i Gdańska. Dziś blisko 93% surowca importowanego i przerabianego w polskich rafineriach PKN Orlen S.A. i Grupy Lotos S.A. stanowi zasiarczona mieszanka rosyjskiej ropy, tzw. REBCO. Oczywiste jest, że z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, konieczna jest dywersyfikacja szlaków transportu ropy naftowej do Płocka i Gdańska. Realizacja tego zadania - przy aktywnym współudziale rządów i spółek sektora naftowego z Ukrainy, Azerbejdżanu, Gruzji, Litwy oraz Polski - możliwa jest obecnie dzięki inicjatywie i konsekwentnym działaniom Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, który był pomysłodawcą i organizatorem Szczytu Energetycznego w Krakowie w maju 2007 r. Podjęta została wtedy wreszcie kierunkowa decyzja o wdrożeniu projektu w życie, który na papierze miał już kilkunastoletnią historię. Kontynuacją Szczytu Energetycznego w Krakowie był ubiegłoroczny październikowy Szczyt Energetyczny w Wilnie, na którym Ministrowie Gospodarki państw uczestniczących w projekcie oraz przedstawiciele spółek podpisali stosowne umowy potwierdzające krakowską decyzję. W maju Prezydenci spotkali się po raz trzeci w Kijowie a w listopadzie w Baku omawiając stan realizacji projektu. Dzięki determinacji Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na szczytach energetycznych w Krakowie, Wilnie, Kijowie oraz w Baku, Prezydent Azerbejdżanu - Ilham Alijew, zagwarantował dostawy azerskiej ropy w ilościach zapewniających opłacalność przedsięwzięcia. Wyzwaniem, które stoi przed stroną polską jest, więc budowa brakującego odcinka - 300 kilometrowego ropociągu z ukraińskich Brodów do polskiego Adamowa.
<br /><br />
Dla zapewnienia logistycznej możliwości pełnego wykorzystania terminala naftowego w Gdańsku na wypadek przerwania dostaw ropy naftowej do polskich i niemieckich rafinerii systemem rurociągów "Przyjaźń" konieczna jest również budowa na polskim wybrzeżu podziemnych magazynów umożliwiających przechowywanie różnych gatunków ropy naftowej oraz produktów ropopochodnych. Ze względu na bliskość gdańskiego terminala naftowego "Naftoport" który powinien docelowo być pod pełną kontrolą państwa, oraz dzięki doskonałym warunkom geologicznym, idealną lokalizacją tej inwestycji jest gmina Kosakowo koło Gdyni.
<br /><br />
Sprawna realizacja wyżej wymienionych inwestycji infrastrukturalnych w sektorach elektroenergetycznym, gazu ziemnego i ropy naftowej nie jest możliwa bez zmiany obowiązującego prawa. Obecnie brakuje, bowiem ustawy dedykowanej inwestycjom infrastrukturalnym o znaczeniu ponadregionalnym. Polskie spółki energetyczne, na których ciąży ustawowy obowiązek modernizacji i rozbudowy istniejącej infrastruktury, ze względu na liczne bariery prawne nie są w stanie skutecznie i szybko przeprowadzać tzw. inwestycji liniowych. W związku z tym konieczne jest jak najpilniejsze uchwalenie stosownej ustawy dedykowanej inwestycjom infrastrukturalnym o znaczeniu ponadregionalnym. 
<br /><br />
<em>Tekst ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska" 3 grudnia 2008 r.</em>

				]]>
			</description>
			<pubDate>Mon, 08 Dec 2008 08:59:00 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/analizy-i-opracowania/jak-zapewnic-bezpieczenstwo-energetyczne-polski/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/analizy-i-opracowania/jak-zapewnic-bezpieczenstwo-energetyczne-polski/</guid>
			</item><item>
			<title><![CDATA[Bliżej gazowego kartelu]]></title>
			<description>
				<![CDATA[
				<em>Janusz Kowalski</em><p></p>

Najniebezpieczniejszą konsekwencją powstania gazowego OPEC będzie podział nieformalny podział europejskiego i światowego rynku odbiorców gazu ziemnego pomiędzy największymi producentami surowca. Jeżeli Polska nie zrealizuje projektów budowy terminalu LNG w Świnoujściu i gazociągu Baltic Pipe może stać się jedną z pierwszych ofiar kartelowej zmowy. 
<br /><br />
Pomysł stworzenia - na podobieństwo powstałej w 1960 r. Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) - gazowego odpowiednika nie jest pomysłem nowym. Ideę powstania międzynarodowego kartelu państw-eksporterów "błękitnego paliwa" na rynek światowy zaproponował już w latach dziewięćdziesiątych Rem Wiachiriew, ówczesny szef Gazpromu. W 2002 r. projekt ten poparł Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin podczas wizyty Prezydenta Turkmenistanu w Moskwie. Pierwszy krok do powstania gazowego OPEC został zrobiony już w 2001 r., kiedy to w Teheranie zawiązano Forum Państw Eksporterów Gazu (Gas Exporting Countries Forum - GECF) na bazie którego najprawdopodobniej powstanie kartel. Obecnie w skład GECF wchodzą państwa członkowie: Algieria, Boliwia, Brunei, Egipt, Indonezja, Iran, Libia, Malezja, Nigeria, Oman, Katar, Rosja, Trynidad&Tobago, ZEA, Wenezuela. Status obserwatora posiada nieprzychylna inicjatywie Norwegia, która razem z innymi znaczącymi producentami gazu tj. Kanadą, Holandią i Azerbejdżanem nie jest zainteresowana aktywnym członkostwem w kartelu. Na powstaniu niezwłocznie gazowego OPEC zależy przede wszystkim Wenezueli, Katarowi, Iranowi, który odczuwa boleśnie międzynarodowe sankcje oraz przede wszystkim Rosji. Cztery lata później Gazprom podpisał porozumienie energetyczne tzw. "Memorandum of Understanding" z algierskim Sonatrach'em co spowodowało zaniepokojenie Komisji Europejskiej. Miało to miejsce podczas pierwszej wizyty rosyjskiego przedstawiciela wysokiego szczebla w Algierii od 1969 r. Porozumienie obowiązało tylko jeden rok. Ta próba zacieśnienia współpracy z Algierią świadczy o tym jak bardzo Gazpromowi zależy na strategicznym porozumieniu z Sonatrachem. Gazprom zainteresowany jest w szczególności nabyciem know-how w obszarze produkcji i transportu gazu skraplanego (LNG). 21 października 2008 r. w Teheranie szef rosyjskiego Gazpromu Aleksiej Miller oraz ministrowie odpowiedzialni za politykę w sektorze węglowodorów w Katarze i Iranie potwierdzili intencję utworzenia kartelu. Warto pamiętać, że Rosja, Iran i Katar - zwane "wielką gazową trójką" - kontrolują 55% światowych zasobów gazu ziemnego. Nie należy lekceważyć teherańskiej deklaracji. Projekt gazowego OPEC jest bardzo poważny, choć ostatnią inicjatywę można odczytać jako odpowiedź na negatywne dla eksporterów zjawisko zniżkujących cen węglowodorów ciekłych, a co za tym idzie także gazu ziemnego, na skutek ogólnoświatowego kryzysu na rynkach finansowych.
<br /><br />
Kluczem do zrozumienia zagrożeń jakie niesie dla Europy utworzenie gazowego OPEC jest próba zdefiniowania strategii Kremla, który faktycznie jest forpocztą tego projektu. Najważniejszym strategicznym celem Rosji jest przejęcie pełnej kontroli nad szlakami przesyłowymi eksportowanego z kierunku wschodniego gazu ziemnego do Unii Europejskiej. Gazowy OPEC, zrzeszający największych światowych producentów gazu, mógłby być użytecznym narzędziem trwałego zabezpieczenia wpływów Gazpromu w Europie. Rosja w organizacji ma ambicję odgrywać rolę podobną do roli jaką odgrywa Arabia Saudyjska w naftowym OPEC. Przejęcie przez Gazprom kontroli nad wszystkimi szlakami przesyłowymi rosyjskiego i centralno-azjatyckiego gazu ziemnego do Unii Europejskiej umożliwi wyznaczenie nowej mapy geopolitycznych wpływów Rosji poprzez podzielenie europejskiego rynku na dwa obszary energetyczne. W pierwszym obszarze znalazłyby się wszystkie państwa Europy Środkowo-Wschodniej, całkowicie uzależnione od dostaw węglowodorów z Rosji. Drugi obszar objąłby państwa "starej 15-stki" Unii Europejskiej, które związane byłyby długoterminowymi kontraktami na dostawy gazu ziemnego z Gazpromem z mniejszą zależnością od obecnych krajów tranzytowych tj. Polski, Białorusi i Ukrainy. Już dziś Europa uzależniona jest od dostaw rosyjskiego gazu ziemnego. Gazprom dostarcza bowiem połowę europejskiego zapotrzebowania na importowany gaz ziemny. Pozostałe 23 procent importowanego gazu pochodzi z Algierii, 22 - z Norwegii, a tylko 5 procent importowane jest z innych kierunków.
<br /><br />
Realizacja rosyjskiego planu podziału przez członków gazowego OPEC europejskiego i światowego rynku odbiorców gazu ziemnego wymaga znalezienia formuły wspólnej porozumienia między producentami surowca. Zagrożeniem dla rosyjskich geopolitycznych planów jest niekontrolowane, samodzielne szukanie nowych rynków zbytu w Europie przez innych dużych eksporterów gazu, posiadających odpowiednio duże zasoby gazu, np. Algierię i Katar. W interesie Kremla jest więc stworzenie modelu kooperacji eksporterów, a tym samym mechanizmu pośredniej kontroli kierunków ekspansji innych producentów surowca. Taka sytuacja doprowadziłoby do jeszcze większego wzmocnienia pozycji Rosji wobec UE. Zadaniem gazowego OPEC byłoby nie tylko kontrolowanie ilości i cen wydobywanego gazu oraz ustalanie taryf przesyłowych na surowiec. Osiągniecie takich celów jest trudne do osiągnięcia bowiem dostawy surowca do odbiorców realizowane są w formule wieloletnich kontraktów. Ponadto możliwości eksportowe gazu ziemnego uzależnione są od istniejącej infrastruktury gazociągowej. Zatem w przeciwieństwie do rynku ropy naftowej nie może być mowy o istnieniu konkurencyjnego rynku gazu ziemnego. Z powodu tych ograniczeń cele pomysłodawców gazowego kartelu są bardziej niebezpieczne aniżeli cele jakie postawili przez organizacją założyciele naftowego OPEC. Celem rosyjskiej polityki jest bowiem wydzielenie i przyporządkowanie w ramach gazowego OPEC określonych regionów geograficznych dla konkretnych państw-producentów gazu ziemnego, co doprowadzi do uniknięcia wzajemnej konkurencji na tym samym rynku zbytu. Strategicznie Rosja zainteresowana jest tym aby eksport gazu irańskiego, po zniesieniu międzynarodowych sankcji, skierowany był do Azji natomiast obszar UE przyporządkowany byłby Rosji z niewielkim udziałem Algierii w południowej części Europy. Największy na świecie eksporter gazu LNG Katar sprzedawałby surowiec przede wszystkim na rynek amerykański a także do Hiszpanii, Francji czy Wielkiej Brytanii. Dalszą konsekwencją takiej polityki będzie uzgadnianie przez członków kartelu tras nowobudowanych gazociągów. Realizacja tego ostatniego postulatu pomogłaby Rosji przypieczętować geopolityczny podział Europy. Granicami wyłącznych geopolitycznych wpływów Kremla byłyby trasy planowanych gazociągów Nord Stream przez Morze Bałtyckie i South Stream przez Morze Czarne wraz z ich częściami lądowymi. 
<br /><br />
Czy w takim razie importerzy gazu ziemnego są wobec tej polityki bezradni? Otóż nie. Unia Europejska i USA powinny być po pierwsze zdeterminowane do jak najszybszej realizacji projektów dywersyfikacji dostaw węglowodorów z regionu Morza Kaspijskiego do Europy. UE i USA zmarnowały już wystarczająco wiele lat na przygotowanie realizacji dwóch kluczowych projektów gazowych niezależnych od Gazpromu - gazociągu transkaspijskiego z Turkmenistanu do Azerbejdżanu a dalej na rynek europejski oraz gazociągu Nabucco. Po drugie Zachód powinien być przygotowany na moment, w którym możliwy będzie import gazu irańskiego tak, aby uniemożliwić rosyjski zamysł wyznaczenia dla Iranu tylko i wyłącznie azjatyckiego kierunku ekspansji. Po trzecie odbiorcy gazu ziemnego powinni dążyć do maksymalnego uelastycznienia dostaw gazu LNG. Ponadto warto nie popełniać, charakterystycznego dla wielu europejskich przywódców, błędu naiwności wobec realizowanej przez Rosję, samodzielnie lub wespół z innymi państwami, polityki energetycznej, w której surowce są wykorzystywane jako instrument politycznego nacisku. Państwa jak Polska, Litwa, Estonia, Łotwa czy Węgry muszą być świadome egoizmu energetycznego państw "starej UE". 
<br /><br />
Niemcy, Włochy, Holandia czy Francja nie są bowiem zainteresowane budową wspólnotowych procedur antykryzysowych na wypadek zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego któregoś z państw członkowskich UE czy realizacją innych pomysłów w obszarze lansowanej przez Polskę idei "solidarności energetycznej". Dobitnym przykładem naiwności i egoizmu państw UE jest chociażby poparcie dla arcygroźnego rosyjsko-niemieckiego projektu geopolitycznego, jakim jest projekt Nord Stream. Rosja udzielając swojego poparcia idei gazowego OPEC, osiąga taktyczne korzyści z sytuacji utrzymywania w Europie ciągłego napięcia w sektorze gazu ziemnego, co sprzyja oczywiście utrzymywaniu wysokich cen na surowiec. W ciągu najbliższych kilku lat Kreml dołoży wszelkich starań na rzecz budowy północnego i południowego gazociągu. Równolegle Rosja jest także zainteresowana budową porozumienia dzielącego rynek europejski i światowy pomiędzy członków powstającego kartelu. Jeżeli Polska nie chce stać się jedną z pierwszych ofiar kartelowej zmowy gazowego OPEC powinna jak najszybciej rozpocząć na poważnie realizację swoich projektów dywersyfikacyjnych: budowy terminalu LNG w Świnoujściu oraz gazociągu Baltic Pipe na dnie Morza Bałtyckiego, umożliwiającego odbiór za pośrednictwem duńskiego systemu przesyłowego gazu z Norwegii, która sprzeciwia się kartelowym zmowom, a także w sposób poważny zająć się budową podziemnych magazynów gazu.   
<br /><br />
<em>Tekst ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska" 12 listopada 2008 r.</em>

				]]>
			</description>
			<pubDate>Wed, 12 Nov 2008 10:46:00 +0000</pubDate>
			<link>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/gaz/blizej-gazowego-kartelu/</link>
			<guid>http://www.energysecurity.eu/dywersyfikacja/gaz/blizej-gazowego-kartelu/</guid>
			</item></channel></rss>
